TRASA: Kluszkowce - Czorsztyn - Przełęcz Osice (668 m) - Sromowce Wyżne - Niedzica - Falsztyn - Frydman - Dębno - Kluszokwce - Czorsztyn - Przełęcz Osice (668 m) - Sromowce Wyżne - Sromowce Niżne - Červený Kláštor - Szczawnica - Červený Kláštor - Sromowce Niżne - Sromowce Wyżne - Przełęcz Osice (668 m) - Czorsztyn - Kluszkowce
POGODA: temperatura 22.0°C - 16.0°C, słonecznie, prawie bezchmurnie, wiatr wschodni
Marcin zaproponował wspólne objechanie Jeziora Czorsztyńskiego, na które się ucieszyłem. Dla nas obojga był to rowerowy debiut w tym miejscu.
Jest czwartek, wzięty urlop. Pogoda z samego rana na kamerkach nie wyglądała najlepiej, ale ostatecznie była niemal idealna, wg. pobliskiej stacji pogodowej Airly jest około 22°C, słonecznie, co prawda lekko wietrznie, ale bez dramatu.
Parkujemy w Kluszkowcach. Zaczynamy z zamiarem zrobienia pętli jadąc zgodnie z ruchem wskazówek zegara robiąc objazd przez Przełęcz Osice. Na dobrą rozgrzewkę mamy do zrobienia dobre 150 metrów w pionie pod Czorsztyn i dalej Przełęcz.

Wzdłuż głównej drogi między Czorsztynem, a Sromowcami Wyżnymi jest wydzielony ciąg pieszo-rowerowy, miejscami węższe pobocze.

Widok na Zaporę Niedzica z Sromowców Wyżnych:
Mijamy ruchliwe okolice Niedzicy, żeby na dobre zacząć surfować po Velo Czorsztyn dedykowaną ścieżką. Robimy charakterystyczny (niegdyś o bardziej czerwonej nawierzchni) podjazd pod Falsztyn.
Tu już kawałek dalej z widokiem na zachodnią część jeziora:

Ogólnie poziom wody był niski, na tyle, że przed Frydmanem wyglądało to tak:
Suniemy po zaporze we Frydmanie:
Dalej wpadamy do Dębna obejrzeć drewniany Kościół pod wezwaniem św. Michała Archanioła wpisany na listę UNESCO.



Dalej kontynuujemy północnym brzegiem jeziora. Ścieżka ciekawie wije się jak meandrująca rzeka, nie ma nudy. Co jakiś czas mijamy miejsca odpoczynku z leżakami lub gastronomią.



Tym sposobem zamknęliśmy pętlę wokół jeziora. Robimy przerwę na jedzenie, żeby po południu wystartować w kierunku Szczawnicy jadąc Przełomem Dunajca. Tutaj też mnie jeszcze nie było.
Kolejny raz na miejscu widokowym obok Kluszkowców:
VeloDunajec w Sromowcach Wyżnych, bardzo ładnie i przyjemnie:
W Sromowcach Niżnych kładką przejeżdżamy na Słowacką stronę, a naszym oczom ukazują się piękne Trzy Korony:

Przejeżdżamy przez Červený Kláštor i wpadamy na bardziej szutrową nawierzchnię. Dalszy odcinek całkowicie podbił moje serce, bardziej niż objazd Jeziora Czorsztyńskiego. Klimat tego miejsca, szutrowa nawierzchnia, gra popołudniowego światła - no nie do opisania.









Docieramy do Szczawnicy. Czasowo jesteśmy trochę w plecy, ale spędzamy chwilę przy przystani w słońcu.


Zaczynamy powrót. Robi się coraz chłodniej, a ja nie wziąłem ze sobą nic na górę, bluza została w samochodzie. Po drodze ciśniemy bekę z ludzi spływających na pontonach, którzy albo utykają na kamieniach, albo obracają się we wszystkie strony. 🙂





Od Sromowców Niżnych zacząłem trochę padać. Nie jadłem wystarczająco dużo i często i zaczęło brakować energii. W Sromowcach Wyżnych złapał nas zachód słońca, robi się coraz ciemniej, a moja tylna lampka wyczerpuje się w najgorszym momencie, jeszcze przed dość ruchliwą drogą przez Przełęcz Osice. Zaczynamy chyba jeden z najbardziej mozolnych podjazdów w karierze. Wytyrani, mając już z kilkaset metrów przewyższeń w nogach, licznik pokazujący około 95 km, których chyba nie miało być aż tyle, metr za metrem kąsamy długi podjazd. Wita nas wschodzący, pełny księżyc, a jednocześnie na serpentynach żegnamy się z widokiem Tatr, które zaczynają znikać w ciemności.

Po drodze śmigają co chwilę lawety z pontonami i łodziami flisackimi zwożonymi ze Szczawnicy. Trzecie dzisiaj zdobycie Przełęczy Osice daje częściową ulgę, ale to nie koniec jazdy, trochę bardziej płaskim fragmentem jedziemy do Czorsztyna. Tutaj ostrożnie z jedną lampką robimy zjazd do przystani, a potem w całkowitych ciemnościach docieramy w końcu do Kluszkowców koło 20:30.
Piękna to była przygoda. Z tego wszystkiego nie było nawet za dużo czasu, żeby usiąść i spokojnie pogadać. Ja następnego dnia do pracy, także nie zostało mi nic innego jak ogarnąć się, spakować i zacząć drogę powrotną samochodem.
Właściwie był to chyba pierwszy wyjazd częściowo samochodowy, zawsze operowałem w trybie pętli z Tarnowa. No i formalnie pierwszy raz rowerem za granicą. 😛 Także fajnie.
Rower po ostatnich remontach sprawował się dobrze, nic się nie poluzowało.
Komentarze (0)
Dodaj komentarz