Serwis przedniej piasty.
Chyba dawno się tak nie nabluzgałem jak przy tej piaście...
Z przodu kręci się DT Swiss 350 Straightpull, sztywna oś 12mm, tarcza hamulcowa center lock. Nic przy niej nie robiłem od nowości, czyli kilku lat. Manual producenta zaleca zajrzeć do środka przynajmniej raz w roku. Niby nic takiego się nie dzieje, ale stwierdziłem, że warto w końcu tam zajrzeć.

Zdjąłem koło, tarczę hamulcową. Z zewnątrz po obu stronach piasty są wciskane uszczelnienia, z tym poszło dość łatwo, trzeba się czymś zaprzeć w środku i wytargać.
No i dość szybko zaczęły się schody...
Między dwoma łożyskami jest rurka (4. spacer), która gładko licuje się z otworem łożyska. Ta rurka osadzona jest w środku na gumowych oringach. Producent opisuje, że żeby wybić łożysko, należy docisnąć ją do boku, odkrywając fragment łożyska, na którym mógłby oprzeć się wybijak.

Faktycznie, rurka delikatnie przesuwa się do boku, ale ni hu... nie było to dla mnie wystarczające, żeby czymkolwiek oprzeć się o tak wąską krawędź. Próbowałem śrubokrętami, jednemu upierdzieliłem łeb szlifierką, żeby był płaski jak wybijak, bo takiego typowego wybijaka nie miałem pod ręką. Próbowałem płaskim pilnikiem, bo był kanciasty, jakimś prętem gwintowanym... nic. Łożysko ani drgnie, i ciągle narzędzie obsuwało się. Do tego sama krawędź łożyska jest sfrezowana, co jeszcze bardziej ogranicza powierzchnię.

Straciłem pół dnia na takie dłubanie, frustracja w końcu sięgnęła zenitu i podjąłem drastyczne kroki. 😆 Stwierdziłem, że ktoś to chyba wymyślił, żeby ludzie się specjalnie wnerwiali. Może dałoby się dopasować jakiś pierścień segera w tę mikro szczelinę między łożyskiem, a rurką i na nim się oprzeć, ale nie ma do tego takich dedykowanych narzędzi, ani nie chciało mi się dłużej kombinować. Więc... zacząłem wiercić wnętrze rurki, żeby mieć pewniejszy punkt zaczepienia. Potem trochę puknięć młotkiem i w końcu łożysko wyszło razem z rurką.

Sama rurka mam wrażenie, że ma głównie jedną funkcję - naprowadzanie osi przy wkładaniu, żeby nie trzeba było manewrować przechodząc przez drugie łożysko. Pewnie też zapobiega dostawianiu się syfu w przestrzeń między łożyskami, ale z drugiej strony nie ma tam też żadnych uszczelek.
Później było już raczej z górki, drugie łożysko wybiłem nieszczęsną rurką.
Same łożyska po wyjęciu kręcą się bardzo lekko, nie ma luzów, choć będąc w piaście nie kręciły się tak lekko. Zdejmuję uszczelnienie - szok. Fabryka. Smar czysty, w dużej ilości, żadnej rdzy, żadnego syfu. Po tym co widziałem w łożyskach sterów, szczególnie górnym, i ogólnie po przejściach z łożyskami w Kross Levelu A2 spodziewałem się dramatu. Dodałem smaru i zamknąłem.

Po wyczyszczeniu wszystkiego składanie, ale już bez space'era. Dodrukowałem na szybko elementy do prowizorycznej prasy do łożysk opartej na pręcie gwintowanym, nakrętkach i podkładkach. Same podkładki mają za dużą dziurę przez co łożyska nie szły równo.

Potem druk tulejki do wbijania zakończeń i właściwie po robocie. Wytarcie nadmiaru smaru, odtłuszczenie tarczy, montaż. Teoretycznie takich wybitych łożysk chyba nie powinno się używać, ale zamontowałem je z powrotem. Koło kręci się lekko, choć nie na tyle lekko, żeby samo obracało się pod wpływem ciężaru wentyla.
Teraz czeka mnie tylna piasta, a tam będzie jeszcze ciekawiej, ze względu na bębenek.
Komentarze (0)